Zawieszam pisanie

Witam 🙂

         Zawieszam bloga, ale nim to zrobię dodam, że psiak jest OK, choć czasem mnie wnerwia; brak chęci zabawy z nim. Można mieć gorszy dzień? Można. Piłki nie przynosi, ale w mieszkaniu wsadza do koszyczka 🙂 Po prostu czasami lubi posprzątać 😀 

      Na zewnątrz wynoszę piłkę zawiązaną sznurkiem, a wtedy szaleje… jak kot.  Uwielbia twarożek, mleko… Ogólnie nabiał. Na początku nie cierpiał suchej karmy odtłuszczonej, tak teraz za nią przepada.

      Chyba mnie polubił, ponieważ kiedy na spacerze złapał mnie zanik nerwa w nodze, stęknęłam… a on stanął zmartwiony i zaczął mnie w tę nogę lizać. W mieszkaniu podchodzi do krzesła, usadza dwie łapki na moich kolanach, jakby o coś prosił, a ja zupełnie nie wiem o co chodzi. Muszę zdać tę lekcję. 

       Wciąż szukam chaty z ogródkiem, bo szczerze mówiąc męczy mnie ta winda przedpotopowa. Czekanie na nią dostaję napływ krwi do mózgu. Najgorzej jest z rana, gdy muszę na szybko wyjść z psem. Moje ogłoszenie ze sprzedażą wystawiłam tydzień temu. Kurcze, w Radomiu ceny prawie jak w Warszawie, i zanosi się na to, że nie spadną, więc i ja zrobiłam swoje.  Ano, zobaczymy… Jestem cierpliwa.

         O swojej rodzince nie mam co pisać. Nie tęsknię za chłopakami, on za mną też… I kwita! Nie dzwonią, bo …. Wiadomo.

      Pozdrawiam serdecznie 🙂

Stresowo

          Hej! 🙂

           Pomarudzę troszkę 😉  Z psem nie w sposób się nudzić, ale… marzę o spokoju. Ostatnio, po zmianie czasu, wszystko nam się kićka, a mnie najbardziej. Te wczesne wstawanie doprowadza mnie do szału, niestety, pies reaguje na czas letni: pożywienie i na siusiu. Wsio godzinę wcześniej 😦 

        Ostatnio miewam stany stresowe przez brak snu. Wstaję czasem o 4, czasem o 4.30. Męczy mnie to, cholernie — godzin, rozumiem, lecz nie sześć! Dawniej pobudka o 6, 630 była normalką,  wstawałam z łóżka bez stresu na cały dzień… a teraz?! 

         Dziś lub jutro spuszczę Toffika z linki. Nie myślę dłużej wałkować stracha, że jakoby ucieknie. A gdyby tak, ma przy sobie adres i nr telefonu. I ludzie mnie znają. Jego też. Głuptas z niego, biega na swoich małych nóżkach jak opętany. Nie mam już sił przyśpieszać kroku. Ale czuje, że trzeba mu iść do ulubionej ławki, bym usiadła. Za nic powagi sytuacji. Komendę „siad” wypracowałam długim treningiem, bo on cosik przekorny, jak jego pani 😀 Piłki nadal nie przynosi; boi się otwieranych bagażników samochodów, obszczekuje złych ludzi, chętnie bawi się z kolegami, ale nie zaczepia. 

          Pozdrawiam wszystkich. Ps. Do domu nie jadę, bo i po co? Za zmarłych się pomodlę w domu.

…?

100_2472 Trochę mi zbrzydło pisanie wciąż o pupilu, bo ileż można. Dodam tylko, iż za piłeczką lata, ale jej nie przynosi. I druga sprawa: za nic w świecie nie chce się kąpać. Próbowałam różnych sposobów. Już był w brodziku, lecz po dotknięciu z wodą czmychnął mi. Nie wiem co mam robić, ale wydaje mi się, że wezmę go do spa dla psów, może im się uda? 

     Wciąż się boję puścić go ze smyczy, za bardzo sobie figluje. Utrapienie z nim tylko 😀 I to tyle o nim. U mnie, jak narazie spoko jest. Trochę umęczona… Rozważam zmianę mieszkania na parter i dodatkowym pokojem oraz większą kuchnią, z dala od smogu. Całe życie mieszkałam większych metrażach, więc 32 m/kw to dla mnie kanciapa, w dodatku jak mam psa. Wszędzie w ruchu, ślizga się po parkiecie, dywanów nie znoszę. Mam alergię na kurz i dym.

 Dodatkowym minusem są kominy, które walą dymem wieczorami. Są dwa wieżowce, a przy nich domki. Okropność! Kupując mieszkania myślałam, że palą gazem, ale zawiodłam się. Wychodząc z Toffim na spacer muszę zatykać nos i szybko uciekać. Tam, gdzie mieszkałam było podobnie, dlatego zdecydowałam się na miasto i… klapa 😦

      Pozdrawiam serdecznie 🙂

  

Co ze mną jest?

            72489125_442266796494802_4541099893069971456_n.jpgStres, zmęczenie…? Miałam w nocy koszmar, że niby wyrzuciłam z balkonu kota, psa? Nie pamiętam. W każdym bądź razie była policja, ale wpierw szybko wybiegłam na dół. Potem moja ucieczka… Koszmar! Przed snem Toffik szczeknął dwa razy, i nie wiem z jakiego powodu: głosy za ścianą czy mu się coś przyśniło, i po tym incydencie sen jak z dzikiego kosmosu. 

         Coraz bardziej zaczynam odczuwać zmęczenie: ranne wstawanie to nic, gorzej, że chce się ze mną bawić… ale ileż można?! Próbowałam go zająć piłeczką — na próżno. Dałam kość do gryzienia — spokój na chwilę. Na spacerach wariuje, boję się puścić smyka luzem. Jedno na plus, że doprowadza mnie do ławki bym usiadła 😀 oraz kupi robi w zgarniętych liściach. Nie zbieram, bo jak niby znajdę? Inteligentna bestia muszę przyznać. Żywe srebro jak na swoje 12,13 miesięcy. 

          Dokupiłam przedłużkę dwa metry, teraz będzie 8. Przywiążę go do słupka i zobaczę co będzie wyczyniał. Chce go w ten sposób nauczyć samodzielności, bez smyczy, przywołując do siebie. Co się okaże? Zobaczy się 🙂

         Pozdrawiam 🙂

     

  

Dalsze losy Toffika :)

Hej! 

      Z Toffim zaczynam się przyzwyczajać, a raczej on do swoich obowiązków np. komenda „stop” przed obcymi osobami i przed przejściem przez ulicę, „na miejsce” w mieszkaniu, kładzie się jak i ja to robię; siada sam, kiedy i ja usiądę na ławce lub stanę. Nie szarpie już smyczy. Wystarczy stanąć do niego tyłem i przywołać jego imię, a wtedy wraca, patrzy na mnie i siada. Do kolegów już się tak nie garnie 🙂 Początki były trudne, musiałam podnieść głos, bo był za bardzo zajęty niuchaniem czegoś. Na początku  — śniadanie — dawałam przed, ale ze względu na pieskie przyzwyczajenia z bidula (wybierał resztki z trawy) podaję śniadanko przed krótkim spacerkiem — 30 minut. Teraz wypoczywa, ale czasami tęsknie spogląda na mnie, bo myśli, że jego pani weźmie go na spacer. O, nie!

       Wczoraj miałam z nim przeboje nie z tej planety. Po przyjściu ze spaceru  około 7,30 poszłam do sklepu. Sama. A kiedy wróciłam, otwierając drzwi, gówniarz czmychnął z mieszkania po schodach. Wołałam, lecz bez skutku. Wsiadłam do windy na dół, pytałam ludzi. Nikt go nie widział. Pomyślałam, że wrócę, wezmę smycz i ponownie zjechałam. Szczyl był na parterze 😀  Co przeżyłam, to moje. Nie specjalnie się obawiałam, ponieważ ma przy sobie adres z tel, no i ludzie już nas poznali, ale… Dostał karę na kilka godzin i bycie na swoim miejscu. Dopiero po 13 go wyprowadziłam. Od tamtej pory słucha się mnie, jak nigdy przedtem. 

       Miałam już zwierzęta, więc wiem jak z nimi postępować w myśl zasady : co wolno wojewodzie, to nie tobie — smrodzie. Na początku się z nim cackałam, ale wreszcie musiałam zacząć działać. Pies nie jestem zabawką do nachalnych pieszczot, ale kto lubi niech się przekona, czym poskutkuje w dalszym czasie. Utrudnienia do ustawienia wszystkiego, bo czym skórka za młodu nasiąknie….

    Ps. Wciąż mam kłopoty ze wstawieniem fotek, ale wpiszcie hasło w FB Iłża, tam są moje zdjęcie z pieskiem. Może znajdziecie 🙂

Pozdrawiam.

Mały psotnik w domciu

Witam 🙂

Kochani, piesek ma się dobrze. Jest coraz lepiej. Z początku miał stracha z windą, z wypróżnieniem… Są postępy. Psotnik z niego, że ho ho!  Jest tylko niejadkiem, nie smakuje mu (chyba) jedzenie niskotłuszczowe, ale nie dam się złamać. To, co zostawi chowam do reklamówki ) na inną porę z jego apetytem, by się nie zeschło.

Na spacerach dokazuje z koleżankami, bo do kolegów ma stosunek nie bardzo :D, ale dajemy sobie radę. Do kotów obojętny. Wczoraj omal nie spadłam z ławki ze śmiechu, tak podrywał koleżankę, sunię. Szkoda, że nie wzięłam tel. Ale tak już mam, jak wezmę – nic się nie dzieje, a jak zapomnę – ubaw po pachy. No nic, może tym razem się uda?

Jeszcze coś (bo byłabym zapomniała)… najważniejsze, iż w pierwszym dniu nie napaskudził, dzielnie odczekał pójście na spacerek. Wszędzie go pełno. Kochani, nie pamiętam bólu nóg od czasu, jak hulałam na zabawach. Byłam totalnie zmęczona, padałam na łóżko jak śnięta ryba 😀 Już zaczynam się oswajać. Toffi budzi mnie rano, zabiera kapcie do swojego łoża. Jak spałam do siódmej, tak teraz 6.30 pobudka.

Fotki czy film – jak obiecałam – pokaże w swoim czasie. Niestety, mój Mac nie łapie tel. HTC, ale wyciągnę kartę i po krzyku. Bądźcie cierpliwi, proszę…

Pozdrawiam i całusy ślę **

Cierpliwość ma swoje granice…

EDIT: Toffi będzie w sobotę 🙂

Witam.

                            No cóż, pieska nadal nie mam. Kastrowany był 20.09. i do tej pory cisza. Dzwoniłam wiele razy, a ta pani nie chce mi nic powiedzieć poza tym, że ma się dobrze. Ile czasu trwa leczenie, może ktoś wie? Jeśli nie zadzwoni dziś (obiecała, że da znać), w nerwach mogę zrezygnować. Zaproponowałam, że sama po niego przyjadę, lecz odmówiła, tłumacząc się, że w autobusie może przeżyć traumę. Czyżby?

     Daleko do Iłży autobusem nie jest, ale od przystanku kawał drogi. Ostatnio podjechali po mnie autem. Nie lubię komuś zawracać głowy, a i kierowca jest zupełnie prywatny. Co innego z przytuliska. Co robić? Zadzwonić raz jeszcze czy odczekać. Tylko, że cierpliwość mi się kończy.

            Pozdrawiam cieplusio 🙂

Czuję się już lepiej bo dziurawcu.

Było „A”, będzie „B”

Witajcie!

image;s=644x461;r=90Powiedziało się „A”, trzeba dopowiedzieć i „B”. Kubuś, niestety, nie jest mi pisany. Dlaczego? Okazało się, że ma jakieś 8, 9 lat, a jedynie serducho trzylatka. Pani, która dawała ogłoszenie nie sprostowała. Miła p. Basia, z Iłży powiedziała mi o nim prawdę, na dodatek Kubuś kaszle. W dodatku on potrzebuje podwórka… Byłam 25. Podziwiałam i omal się nie rozpłakałam. Gdybym mogła… Uwagę skupiłam na rocznym urwisie, zwanym Tajfunem przez dzieciaków, ale zmieniłam na Tofika. Otóż, już jest po kastracji, przywiozą mi po jego zupełnym wyleczeniu. Chłopak od razu mnie zauważył. Jest mały, wystarczający do mojego mieszkania. Od Radomia do Iłży jakieś 50 km, a od bazy sporo drogi, dlatego przyjechano po mnie.

image;s=644x461;r=90Niech nikt nie próbuje mnie osądzać. Chciałam psiak, więc będę go miała. Psia terapia pomoże mi na smutki i samotność. Przykro mi było czytać komentarze zniechęcające. Na szczęście nie domagam fizycznie, do lekarza mogę go zabrać, a w razie czego są hotelik w Radomiu. Jest grzecznym psinką. Na razie fotka z sierocińca, reszta później.

image;s=644x461Miłego dnia i pozdrawiam J

Dobra nowina…

Witajcie!

Milczałam, bo… nie miałam czasu i tak na marginesie trochę się nie chciało. Jeździłam do psiarni aż wyjeździłam przeziębienie 😉 Piesek? Już niebawem. Długo się zastanawiałam nad wyborem i trafiłam – oby szczęśliwie. Może to litość, a może taka sama historia – on niedosłyszy i grozi mu wywózka. Fotka na dole. W przyszłym tygodniu mam go poznać lub miłe panie same mi go przywiozą z Iłży. Może ktoś powie „po co ten problem”, lecz nikt mnie nie przekona. Kubuś jest jeszcze młody i wiele życia przed nim.

image;s=644x461Szczeimage;s=644x461rze mówiąc nie mam co się zastanawiać. Samotność, a przede wszystkim gadanie „do ściany” nie leży w moim interesie :D. Można poważnie ześwirować. No i siedzenie w domu też nie służy. Skończyło się łażenie po sklepach na dłużej… a to wszystko po to, by nie zwariować w mieszkaniu. Sąsiedzi – owszem – mili i uprzejmi, a jednak ostrożni. Ja zresztą też. Prędzej zagada do mnie ktoś wyprowadzając swojego pupila. Wyglądając przez balkon zauważam ile w tym frajdy. Ludzie ze sobą rozmawiają, a psy? Nie każdy psiak szuka towarzystwa 😀 Kubuś podobno nie zważa na kolegów, a koty ignoruje. No, zobaczymy czy faktycznie jest prawdą.

A`propos psiny… On mi przypomina Jowisza zabitego widłami. Taki sam wzrost, pyszczek, uśmiech… poza jednym: Jowisz był cały bielusieńki.

Ależ się rozgadałam! J

Ogłoszenie na Olx.pl Kubuś.

Pozdrawiam, i miłego wieczoru życzę.

Wybierać rozważnie

Nie byłam tam, ponieważ źle się poczułam. Ten stan trwa do dziś: osłabienie, senność… Wtorek do lekarza J

Miałam dość czasu, aby doznać olśnienia, że nie wezmę psa ze schroniska, a jedynie poszukam w tymczasowym domku, lub popytam sąsiadów. Wzięte z ulicy, bite, wystraszone – nie. W tym drugim są pewne: czyste, spokojniejsze. Nigdy nie wiadomo co taki psiak nam może zrobić: wróci trauma – pogryzie lub ucieknie. Nie znaczy wcale, że będzie źle traktowany. Czasami mają w genach agresję lub lęki, która pojawia się po latach. Tak samo jest z dzieckiem adoptowanym: ryzykujemy. Wystarczy postawić swoje ultimatum i nieszczęście gotowe.

Jeśli wezmę, to tylko czystego, os 1-1,5 kundelka. Ta psia rasa jest najinteligentniejsza od „bogatych” oraz zdrowsza i długo żyje. Miałam rasową bokserkę. Pożal boże, co z nią miałam. Nigdzie wyjść z domu na chwilę: rozszarpana wersalka, dywan i napaskudzona podłoga.

Od dziecka byłam otoczona zwierzętami: koty, psy… i nie tylko. Psy często ginęły pod kołami lub od rąk niegodziwców, koty- wędrownicy znikały na całe dnie za swoją potrzebą, a potem robiło się przedszkole. Na wsi mi nie przeszkadzało. Nie mnie, lecz moim siostruniom. Teraz nie mają żadnego. Nawet psa. Po moim odejściu gdzieś wsiąkły, podobno padły na nosówkę, Lejdi pokazała się po kilku miesiącach, z dziećmi. Zabrałam Agatkę, lecz nie dane jej było mieszkać w mieście, na wsi zagłodzili by ją się na śmierć… albo umarła z tęsknoty. Dałam ogłoszenie z zaznaczeniem, że musi być ogród lub spory wybieg. Sprawdziłam. Jest jej tam dobrze J

Na wieś nie chce mi się jechać. Nie tęsknię za widokiem ochlapusów. Siostry? One dadzą sobie radę! Tylko ja wciąż byłam sama. Teraz też jestem… sama, ale nie samotna. Wokół są ludzie, nie wrzeszczą na mnie, nie oceniają i nie wpadają z oszczerstwami… Luz, blues i poleczka 😀 Dziękuję Losowi, że dał mi szansę żyć swoim życiem. Po mojemu.

Za pieskiem wciąż się rozglądam rozważnie, bo przecież wezmę na całe życie, nie na 4 tygodnie – na okres próby. Nie chcę oddawać, bo coś mi nie pasowało. Nie w moim stylu. Czeka mnie nie lada orzech do zgryzienia. Nie poddam się. Jest jeszcze zwierzyniec na FB.

Pozdrawiam J

Pokochać biednego psinkę

Byłam dziś w ośrodku dla psów bezdomnych. Mój panie, ileż u nich smutku i rozpaczy! Szczekały na mnie, bo mnie nie znają, ale były takie psinki co po prostu patrzyły tak, że aż mi łezka w oku zakręciła. Obeszłam boksy kilka razy, mniej było szczeku, a jeden kundelek omal nie wyskoczył z klatki (gdyby była niedomknięta zapewne pobiegłby za mną.

Rozmawiałam z opiekunką. Powiedziała mi abym przyjechała w sobotę do 12, wtedy będą wontolariuszki (dobrze napisałam?). Wciąż szukam w sieci po to, żeby wiedzieć którego zechcę. Potrzebny mi nieduży, spokojny i w miarę młody (a) po kastracji. Szukałam też rasowca. Drogie. Ale są i tańsze – szczeniaczki oczywiście. Lubię białe psinki lub trikolorowe z włosem, nie z sierścią. Znaczna różnica. Maltańczyki są cudne, yorki też itp. Ale one za dużo szczekają 😀 Wiem, że najwierniejsze są kundelki, lecz za rasowca można wziąć niezłą kasę.

No nic, to są tylko marzenia. Potrzebny mi wierny psi przyjaciel. Owczarki są najtańsze, ale… nie do mojego małego mieszkania. Kotów mam po dziurki w nosie JJak coś znajdę zapodam foto lub mały filmik – o ile się uda.

Pozdrawiam cieplutko ***

 

O mały włos…

O mały włos, a nie byłoby mnie na tym świecie; a wszystko przez niedbalstwo pijaków z niższego piętra tuż pode mną. Po kolei: W zeszłym tygodniu, w sobotę poczułam gaz na klatce schodowej i pomyślałam, że zapewne jakaś starsza pani… Od razu pootwierałam wszystkie okna z wyższych i niższych pięter. Skierowałam się do Żabki, a tam… przeraźliwe syreny słyszę. Nawet nie podejrzewałam, że w moim bloku dzieją się straszne rzeczy.

W sobotę po południu zgrzyt wiertarki, (myślałam, że ktoś robi remont) w niedzielę także. Musiałam wyjść na miasto. Okazało się, że kiedy przyjechała policja, pogotowie i straż pożarna (wyważali solidne drzwi) – mnie nie było, bo byłam na zakupach, a gaz poczułam tego samego dnia rano. W sobotę po południu hałas i pył na wszystkie klatki. Znowu uciekłam z mieszkania. Dowiedziałam się od tym fakcie od mojej poprzedniczki, że jacyś pijani Ukraińcy zostawili wodę na gazie i zasnęli. Wynajmowali mieszkanie.

Bony, ileż jadłam się strachu po tych wiadomościach. Z sąsiadkami nie gadam, bo nie lubię wchodzić w paradę plotkarzy. A tam na marginesie jest tu raj dla pijaków. Drzwi otwierają, podpierają; każdy wchodzi kiedy chce i jak chce. Zgłosiłam do administracji…i nic nie wskórałam, skarżąc się na wolną amerykankę. Jest domofon. Pytam się ich: po co on w ogóle jest? Łażą sobie domokrążcy i szukają jelenia. Na szczęście mam założony wideo-wizjer i atrapę kamerki, więc nie ze mną te przelewki. Postraszyłam policją i jakoś cisza. Na dole jest monitoring, ale to chyba atrapa.

Zaczyna mnie obrzydzać to miejsce. Sklep 24/na dobę, alkoholicy i awantury pod śmietnikiem. Po kiego grzyba to sklepisko? Jest blisko Żabka, TopMarket, warzywniak, a nawet kościół – rzut beretem. No właśnie! Z tego przybytku „wysłano” pedofila na rzekomy urlop, kapelana solidarności za niemoralne propozycje dla dzieci 30-50 lat temu. Pokaż jeden palec, a wszystkie zaczną się wysuwać.

Przepraszam za treść, ale nerw mnie osiadł. Już mi lżej.

Pozdrawiam.

MiszMasz :)

Hej 😀

Od dziś jestem posiadaczką netu kablowego (35 zeta) oraz tel. stacjonarnego bez limitu za 15 zł. Bezprzewodowy. Wszystko w Vectrze. Na zawsze. Zwariowałam…? Otóż nie! Od jakiegoś czasu nie używam komórki. Dlaczego? Chyba dlatego, że mi zbrzydła, a może też, iż czas na zmiany?  Miałam wifi na kartę, lecz te ciągłe doładowanie d…y się nie trzymało, a po drugie 9 gb to jakaś ściema w Nju (orange) Nie zużyłam nawet trzech, a już muliło za niecały miesiąc. Koszt jedynie 9 zeta. NIE WARTO.

Tak samo z komórką. Niby nielimitowane za 19, to… nie wiadomo kiedy „ugryzło” w nieodpowiednim miejscu.

22 lipca miałam w autobusie niemiły incydent z kanarzycą. Jako emerytka jeżdżę za 1,50. Tego dnia spotkałam pecha, bo zażądała legitymacji. Automatycznie odwiedziłam biuro i wyłuszczyłam co mnie boli. Przez niemal 3 lata ani razu nikt nie zażądał legitymacji, a ta… zrobiła to. Dziś otrzymałam monit do zapłacenia w ciągu 14 dni. Oczywiście zrobiłam wizytę… i awanturę, ostrzegając, że przy ponownym pisemku sprawa trafi do Rzecznika. 

Pierwszy raz nie miałam tego dowodu.

Poprzednim razem złożyłam reklamację, ta pani w sekretariacie zrobiła skan… i nastąpiło otwarcie zapłonu. Dzisiaj. Ku…. Tak się traktuje emerytów pasażerów w Radomiu?! Kanarzyca jest podła, wygląda z meliny… Nigdy nie wyruszę TAMTĄ trasą. 

 

Straszy miał już 3 ataki padaczki alkoholowej, ale nie chce się leczyć, Młodszy jakoś się trzyma. A picia im nie ubywa. Wielkie szczęście, że nie muszę na to wszystko patrzeć. 

Czuję się wyśmienicie czego życzę każdemu. Teraz czuję, że wreszcie jestem u siebie. Obok jest klub seniora – potańcówki, jednak nie byłam tam jeszcze, ale… zrobię to! 😀

Po wszystkim

Zmęczona jestem, ale spokojniejsza z całym zamieszanie odnowy pokoju. Wreszcie czuję, że to MOJE mieszkanie. Wkurza mnie biała boazeria z pcv w przedpokoju, ale  i z tym sobie poradzę. Nie teraz, może za miesiąc. Zmienię kolor na żywszy 🙂

Kuchnia jest mała i mój tyłeczek zawadza o kanty szafek :)), lecz nic nie poradzę. Wyrzucać ich nie będę (szafki, nie tyłka), zmienię fronty… w niedalekiej przyszłości. Tu też jest ta prze… boazeria. Nawet na sufitach. Wszędzie. Jedynie łazienka w jasnych kafelkach. Mam nawet upragniony prysznic 🙂

Balkon, pożal Boże, ledwie się w nim mieszczę. Nie ma luzu na dwie osoby. Pokój dodatkowy kiedyś tu był, ale poprzedniczka sprzedała go. Głupota! Nie wiem czy istnieje możliwość — w razie czego — odkupu. Popytam w spółdzielni.

Mam TV Vectrę — przeniosła mnie była, więc nie mam abonamentu, namawiają mnie na neta i tel. Nie dam się wrobić.  Płacę 45 zeta, a nie 59 czy 69. Oczywiście domową. Nie chciałam dodatkowej mobilnej.

Zmieniłam kolor szablonu, komentarze widać.

Pozdrawiam 🙂

Po remoncie…

Hej!     

         Ktoś tu chyba nie potrafi wejść. Prawda? Wystarczy kliknąć w  tytuł i nastawi Cię na odpowiednie miejsce. Taki szablon. Przepraszam.

               Wreszcie po zmianach. Zniknął wściekły kolor ścian — zielony oraz brązowy mebli. A to jeszcze nie koniec, bo powstały niedoróbki: brakło farby, a także muszę pomalować okna — drewniane, futryny drzwi (ich nie ma). W przedpokoju i kuchni obite są (ściany) panelami kremowymi, a tylko po jednej stronie są płytki. Łazienka ok. Jest prysznic, płytki… Wkurza mnie podłoga. Babka mieszkając sześć lat okrywała dywanami i chodnikami. W ogóle o nią nie dbała.    

    Nie spoczęłam, póki nie oddzieliłam części dziennej od nocnej. Mam swój kącik do robótek i tarota 🙂 Pokój ma 5,70×370. Jest spory. Gdybym miała dodatkowy nie byłoby problemu. Umęczona, ale szczęśliwa… Wierz mi, Czytelniku, …łatwo i przyjemnie nie było. Wszystko sama. Szczerze. Jestem jak wymięta, lecz czeka mnie sporo pracy. Jeszcze. Niestety. 

    Czy jestem szczęśliwa? Prawdę mówiąc — tak. Cicho i spokojnie. Jak to na ulicy Cichej 😀 Szczęśliwsza będę jeśli zakończę ten bałagan, a wtedy… No właśnie, co wtedy? Oby było tylko lepiej.

      Wklejam foty lokum, kolory nie bardzo. Podpowiadam: ściany miały być blado różowe, a wyszły jak wyszły. Meble jasny popiel, a są kremowe. Chyba.

        Pozdrawiam serdecznie 🙂

Niech to licho porwie z tym wordpressem. Nijak po kolei. Robi co chce! Chodzi o foty. Całość nadam w blogspocie, bo tylko tam jest spokojnie 🙂

Po…
20190714_152921

 

20190602_100047

20190602_100133

20190715_125959

20190704_100949

20190704_100826

Czas zacząć…

 Nic mi się nie chce. Zmęczona byłam przeprowadzką i upałem. Teraz ciut chłodniej, ale i tak mam lenia na nicnierobienie. Internet z przymusu, na miasto w potrzebie. Chata niby okej, mimo to muszę w niej pozmieniać, lecz kiepsko z kasą. No nie, mam jej trochę tylko u szyi spłata kredytu. Meble w dobrym stanie, to jednak nie w moim stylu: za ciemne i staroświeckie. Mogę przemalować, ale ten styl doprowadza mnie o ból głowy. Jeśli uda mi się wkleić foty — zastrzegam, iż kolory nie wyszły. 

Wyrzucić toto, oraz „kobyłę” wersalkę i stół z 4 krzesłami będzie problem, tzn. wpierw wrzucę na tablicę. Babka kupiła je nowe w zeszłym roku. Nie ma kobita gustu. Powyrzucałam już dywany i chodniki, istne siedlisko kurzu! Od razu jaśniej i optycznie większy metraż, tylko te brązy… Wielki zbytek. Zostaje jeszcze zmiana mebli w kuchni. Małe to i wąskie, a jak chodzę zawadzam dupskiem, hi hi.

Babinka 75 lat wyszła za mąż i musiała kupić 3 pokoje. Niewielki metraż. Wygodna, co? Odwiedziła mnie, pochwaliła, że mam gust, ale najbardziej pochwał dostałam od jej męża.

          Jak mi coś do łba strzeli, to jutro zawojuję z fotami, lecz póki co —  teraz d**a szara.

                     Pozdrawiam serdecznie 🙂

I… koniec, uff

     Witam 🙂

     Poprzednie złe wyczucie ziściło się, lecz nie chcę o tym pisać. I nie chodzi tu o mieszkanie. Chcę zapomnieć.

    Od dziś jestem radomianką, ale nie zamieszkam teraz w nowym mieszkaniu, bo była właścicielka także kupiła lokum i musi troszkę poczekać na wyprowadzenie się najemców. Poszłam jej na rękę przy notariuszu. Będzie płacić miesiąc czesne i resztę. 

    To nie to lokum o którym wspomniałam wcześniej. Po prostu zrezygnowałam w zamian za kawalerkę i o niższej cenie, w innej dzielnicy.  Pomyślałam sobie, że dwa pokoje mi nie są potrzebne, a jak kiedyś będzie za ciasno — sprzedam i kupię coś nowego, lub wymienię. Mam KW, własność, której nikt nie odbierze. 

      Jestem zmęczona lataniem, załatwianiem itp. Ale szczęśliwa.

Pozdrawiam 🙂

Nie potrafię…

         Taaa. Coś się ze mną dzieje, że nie potrafię cieszyć się z mieszkania? Nie skaczę z radości. O co więc chodzi? 

     Optymistka od siedmiu boleści!  Czyżby samotność weszła mi mocno za skórę? A przecież sama jej chciałam, psiakość. Jest jeszcze inna wersja: Starość, heh. Sama siebie nie poznaję. Niby uśmiechnięta na zewnątrz, a wewnątrz usta w podkówkę. Na depresję mi nie wygląda, raczej na apatię. Od chwili podpisania cyrografu, a wcześniej wiadomości o finale z K. wsio się posypało. 

        Nie tęsknię za poprzednim domem ani na jotę. Pokochałam Radom i swoją ciszę… 

            Pozdrówka 🙂

   Ps. To moje przemyślenie, a nie skarga na los.

Wolność. Prawie;)

    Po wielkiej wojnie z szukaniem odpowiedniego mieszkania wreszcie koniec. Dziś podpisałam umowę. C. 150, ale są meble i b. duży balkon. Babka, u której wynajmuję nie pisnęła słowem o chęci sprzedaży. Nawet dobrze, bo włożyłabym więcej kasy niż to wszystko warte. 

16 maja finito, znaczy się z Kutnem.

       W nowym, meble są w porządku, jedynie każę wywalić 2 wersalki, bo nie myślę na nich spać. Na balkon wychodzi się z dwóch pokoi, kuchnia osobna, ale ma okienko na salon. Można zasłonić. Jest to S.W. z KW. Czynsz 295, w tym też za centralne. Umowa oparła się na mniejszą cenę mieszkania 😉 Mniejsza opłata u notariusza. Chata środkowa, ciepła, monitoring dość rygorystyczny. Pilnują. Korytarz na klatce  długi jak w hotelu, 5. piętro, a za oknem zieleń. Centrum. Metraż 38m/2, dwa pokoje. Oprócz odświeżenia i wyrzucenia wykładziny nie ma praktycznie co robić. Tylko się wprowadzać i załatwiać inne sprawy. Uprosiłam właścicielkę, żeby na własną rękę pozbyła się „podłogi”, bo to są roztocza pełne kurzu.

     Co dalej? Panele, ale to dla mnie pikuś. Trochę trzeba wyłożyć na folię. I korek. Poproszę w sklepie, by mi dokładnie przycięli na wymiar… i po krzyku, a jak nie — bez łaski. Sama zrobię. Kroczek po kroczku… Od czego jest internet. Wszystko jest wyszczególnione. Dam radę!  Jeden pokój: 15.70, drugi: 10.90. , balkon na zachód, ciut kończy się na południu. Bardzo widne. I o takim marzyłam. Lubię zachody słońca. Południowe okna koszmar latem… i zimą. 

      Wiem wiem, że groza deszczy, ale to nic. Wystarczy zamontować okna. Kosztuje niewiele, a radość wielka. Lubię coś robić, a wszelkie przeróbki — pestka. Znam się trochę na tym. I wiecie co? Jak mi się znudzi — sprzedam i kupię coś lepszego, hi, hi…

          Życzcie mi powodzenia, bo będzie potrzebne, lecz niekoniecznie. 

   Ps. Znowu jakiś oszust dorwał się do mnie. Napisałam skargę do UKE. Odpisali. Pomogą. Nigdy nie byłam w Polkomotelu. Czy ja się urodziłam jako kozioł ofiarny? Całe swoje życie walczę. Ileż jeszcze…? Najpierw toksyczny mąż, potem rodzinka, teraz dobijają mnie oszuści. Gdzie te RODO?!! 

       Trzymajcie się kochani. Od prawie końca maja zostanę właścicielką. Może parapetówka? Zapraszam :))

 

 

           

Jak się mieszka… Foty!

    Jak się mieszka? Spokojnie. Cudownie. Za oknem zieleń, loggia. Tu się uspokoiłam, jestem wyluzowana, ale… wciąż szukam chaty do kupna. Nie poddam się. Właścicielka nie bardzo ma ochotę swoje sprzedać. No nic, latem będzie wysyp na tańsze, bo tak zawsze jest. Chcę do małego remontu i bez mebli. Mam dość „historii”. 

      Wprawdzie nie ma tu za dużo gratów — nie zrażam się tym. Dokupiłam troszkę składanych. Wystarczy jak na mój gust. Nie lubię przepychu, zagracenia… Najważniejszy jest relaks, a nie bogactwo na pokaz. 1000 zeta z czynszem, w tym kablówka za kasę właścicielki — mały pikuś. Prądu prawie nie używam, centralne? Jest ciepło. Woda? Tyle o ile — dla higieny i czystości 🙂 Gaz do gotowania? Phi, przecież niewiele gotuję. Nie ma piecyka gazowego — to ważne. 

       Nie martwcie się o mnie. Jestem silną babą. Dam radę, bo nie takie zakręty omijałam. Wprawdzie z bólem, lecz szybko się podnoszę. Zawsze. Optymizm mnie nie opuszcza, aczkolwiek czasami się zasmucę — na chwilę. Sąsiedzi? Nie! Nie zawieram znajomości, nie spoufalam się. Niech zostanie jak jest. Wystarczy mi p. Elżbieta i jej luby :D, który czasem coś wspomoże w drobnych naprawach na koszt właścicielki, bo to leży w jej interesie.

      Blisko mam do Mediamarkt, Oszom, Obi, Media ekspert, Stokrotka, i wiele innych marketów — około 400 m. A także przychodnia, rehabilitacja, apteka, sklepy spożywcze (przy bloku) Na inną ulicę schodzi się po mostku, na dole trasa. Nie to, co miałam w centrum: hałas pod oknem, pijackie burdy sąsiada, ale mieszkańcy bardzo uprzejmi. Tu też, na Ustroniu, aczkolwiek już nie tacy jak tam :)) Jeśli kupię, to tylko na tym osiedlu. Jestem czujna, w razie czego na umowę przedwstępną (zaliczka) mam. Umiem się rządzić kasą.

     W ostatniej chwili: Babka chce sprzedać za 150 tys., ale mi w nie w smak ponieważ cena wygórowana wg. mojego widzimisie: ściany wymagają załatania dziurek, pomalowania, i oczywiście elektryka — kontakty. Wszystko to za PRL-u. Nawet agd. Poprzedniczka zostawiła syf. I jej poprzedniczka także. A ja nie myślę się w tym babrać. Pomyłam i wysprzątałam, ale malować? Nigdy! Siedzę w kuchni, piszę… Jednym słowem — wypoczywam. Pomalować czy zagipsować ściany — potrafię. Gniazdka też się by dało nowe nastawić… Powolutku, aż do skutku. Aha! Nie jest aż tak tragicznie. Spoko 🙂

        Ceny sprzedaży niskie, lecz tylko kawalerki. Do remontu ok. 120 — 140, ale w złej lokalizacji, czasem bez windy. Ustronie, Południe czy Młodzianów ceny mają jak z kosmosu, ale za to urządzone. Chata przeszło 40 m.kw. Jest duża logia, drzewa za oknem, sąsiedzi nie mają możliwości zaglądać do okien… Chyba, że lornetką 😀 Śródmieście za bardzo hałaśliwe i. Za dużo smogu od spalin. Jedynie tu jest bosko! 

    Jeszcze pomyślę nad jej propozycją, bo naprawdę mam dość życia na walizkach. Jedynie co mnie troszkę zamartwia, to ciut za wąski pokoik (2,83×3,14) do spania. Okna południowe. Muszę mieć głowę na zachód, bo w innym razie noce mam z głowy. Ale to nic, i tak śpię na materacu. Wygodny, a na dzień składam go, bo jest składany, a spanie na podłodze mnie nie przeraża.

       Pozdrawiam wszystkich!

Ps fotki innym razem, bo strasznie muli.

Dobra zmiana.

      Wszystko się pokićkało. Na szczęście wyszłam z opresji, bo jestem upartą kozą 😀 Teraz mieszkam na innym osiedlu, w pięknej okolicy Radomia; a co najważniejsze w spokojnym i cichym miejscu, z dala od aut i smogu. Śródmieście mi zbrzydło… na amen. Właścicielka (wynajmuję, bo nie chcę kupować) jest osobą, z którą można konie kraść. Pozwala mi na wszelkie zmiany, mogę robić z mieszkaniem co chcę. Poprzednia nie dawała mi tej szansy. Jest drugie piętro, b. duży balkon i widok na zielony skwerek z ławeczkami. Żadnych aut, jedynie na przeciwko blok. Wszędzie blisko. Jest po prostu super! Nie to, co kiedyś. Inna bajka.

      Swoim autem przewiozła moje graty, a było tego niemało. Uzbierało się przez trzy miesiące. Myślałam zamówić bagażówkę.

       Dlaczego wynajmuję, a nie kupuję? Nie opłaca się, bo nie wiadomo co się stanie za miesiąc, rok czy dwa, a młódką już nie jestem, i nie to zdrowie. 

        Niebawem znowu news zapodam. Pozdrawiam wszystkich 🙂

      

Zaczynam wsiąkać…

Witajcie 🙂

Ostatnio mało tu jestem, bo – no właśnie… Niel mam zbyt wiele czasu na duperelki na laptopa. Masa spraw do załatwienia, off… Wszędzie chodzę pieszo, bo i blisko, i przy okazji poznaję miasto.

Jak mi się mieszka… obecnie? Ciężko mi cokolwiek ocenić. Jestem zdekoncentrowana nowym środowiskiem. Całe prawie życie na wsi, miasto na stare lata troszkę przerasta.

Wszędzie parki wokół, ale co z tego, skoro jeszcze nie wiosna 😀 Jak nigdy czekam na cieplejsze dni, a przede wszystkim na zieleń. Będzie „szum“ na deptaku i przy fontannach, hi hi.  Czy żałuję przeprowadzki? Nie! I jeszcze raz – nie.

Agatkę oddałam, bo tęskniła za randkami w naturze. Balkonu się bała jak ognia. Musiałam dać ogłoszenie na Olx. Kotki, które zostały na wsi: jeden zdechł na nosówkę, drugi już niedomaga, Lejdi gdzieś przepadła, Lolek też. Psiakość, jak odeszłam, koty też. Gdybym nie zabrała sierściucha i jej los byłby przesądzony. Przychodzą tam różnorakie parszywce i stąd ta choroba. Boję się nawet dać w prezencie pieska. Czy psy mogą się zarazić? Wiem, że biorąc z Olx wezmę zaszczepionego, ale…?

To na razie tyle.

Pozdrawiam całuskami.

Papatki 😉

PS. Rzecznik odpisał… Nic nie pomógł, a jedynie zapodał darmowego adwokata w Radomiu. I weź się tu, człowieku nie wkurzaj.

Odchodzę od zmysłów

Co za diabelstwo się mnie uczepiło! Jakiś skurwiel podpiął się do komornika, a on zabrał mi 1000 zł. W odpowiedzi mam: Fundusz jakiś tam i Pt Center. Bony, nigdy nie zakładałam funduszu i nigdy też nie byłam w rzekomym Centerze. Co za podłość! NestBank umywa ręce, serce mi siada, komornik nie odbiera telefonów…na adwokata mnie nie stać. Pozostaje ponowne pisemko do rzecznika. Nie wiem już jak się zachować… Ostatni ratunek po rzeczniku to TV.

Coś mi nie „pasi”

Hej 🙂

Powinnam się cieszyć, skakać z radości, a jednak nie jest tak. W tym mieszkaniu „fruwają” – chyba – złe energie, bo wciąż jestem niespokojna. Jedynie Agatka ma się dobrze, a wiadomo – koty lubią takie miejsca. Zabrałam ją ze wsi, bo biedulka spała na dworze. Nikt jej nie wziął do mieszkania.

Moja sytuacja podbramkowa, jak wiecie, zmusiła mnie do szybkiej wyprowadzki. Teraz rozważam pewne kwestie… Ale o tym innym razem.

Pozdrawiam.

Hejt i nienawiść

I po co to komu? Ludzie sobie sami szkodzą, ale wg powiedzenia: Każdy sądzi podług siebie – sprawdza się. Kto jest w porządku nie czyni zła. A ten skrzywdzony (ze swojej winy lub nie) zwala skargi na kogoś bogu ducha winnego. Śmierć okrutna prezydenta Gdańska poruszyła wszystkich. Prawie wszystkich, bo są tacy, co życzyli mu śmierci. Nikt nie ma prawa osądzać! Był tylko człowiekiem.

10. stycznia /Nie dość problemów/

cappuccinoHej!

Co przysiądę do pisania – klapa. Myśli gdzieś ulatują, w głowie wsio ucicha. Czasami szlag trafia ta moja samotność. Noo, wyrywam się na miasto tylko… nie lubię spacerować w próżnię, a kasę trzeba oszczędzać 🙂 Wprawdzie mam niski czynsz, gorzej będzie z prądem, bo wiadomo… rząd niby nie podniósł, ale… No właśnie! Jest jedno „ale”. W mojej „gotowalni” kuchenka z płytą indukcyjną (energooszczędna), bo poprzedni właściciel zrezygnował z gazu. Nie jestem aż taką kucharą i nie pichcę za dużo, mimo to – strach się bać. Na dodatek mój okap pod-szafkowy strasznie hałasuje… Głowa od tego boli. Drugi dylemat, to nawiewniki w oknach. Zatkałam to cholerstwo, bo zimno leci. Okna wymieniane chyba z 5 lat temu, wieje dołem. Nie za dużo, ale jest „czym oddychać”. Nie mam prawa narzekać. Chciałam szybko stamtąd uciec.

A jednak… Rachunki za prąd nikłe (widziałam). Nie wiem jakie za centralne będą. Wiem jedynie, że w czynszu się to unormuje.

Wkurza mnie bałagan w śmietnisku. Zamiast zwykłych, kolorowych pojemników – 3 paki: Jeden do mieszanych, a dwa na segregowane. Z tym, że ten pierwszy – istny bajzel. Puszki, butelki w jednym. Kurwicy dostać można. Staram się mieć osobny worek na papiery, osobny na plastik, a tu – wsio razem. Zbaraniałam. Nie jestem tu jeszcze na stałe, to i moja interwencja nic nie da. Na razie wynajmuję, mimo że podpisałam „cyrograf” u notariusza., tzw. umowa przedwstępna kupna.

Za ścianą czasem coś buczy, na korytarzu też. Strach mnie ogarnia, ale siedzę cicho. Staram się wyluzować. Przecież wolność Tomku w swoim domku, prawda? Jestem chyba przewrażliwiona po poprzednich lokatorach 🙂 Z sąsiadami nie rozmawiam :dzień dobry tylko, i uśmiech. To wszystko.

Sprawę sądową z prezesem krusu wygrałam (29.XI) a dotąd nie mam jeszcze powiadomienia. I znowu czekanie na zwrot zaległości, ech…

Jakieś gówniarstwo próbuje mnie złapać za niejaki długi z 2009 roku – Polkomtel, a ja nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek brała abonament! Od lat mam tel. na kartę. (Byłam ostatnio na jedną noc w tamtym domu) Ta firma krzak, nazywa się – zapomniałam całej nazwy… Coś od Hes… I to był papier kserowany, jakby wysyłali do wszystkich naiwnych. Jeszcze jeden donos, sprawa trafi do rzecznika praw człowieka.

Cholera! Nie dość, że pospłacałam wszystkie swoje długi, to jeszcze atakują. Gdzie ta sprawiedliwość?! Za PO kradli, za obecny kombinują, by emeryta oszukać…

Oj, rozpisałam się 😀 A myślałam, że nie sklecę dwóch zdań. Pozdrawiam serdecznie.

PS. usuwam blogspota na zawsze, ale blog zostanie przeniesiony na WordPress. Ciężko się wchodzi na tamte blogi, oj ciężko. Melduję się, a tu – bęc. Ustawione na konto Google. Nie tak miało być. A bywało lepiej…

2 styczeń 2019/Takie sobie gadki/

CAM00167Nareszcie koniec świątecznej laby. Już kiedyś pisałam, że nie znoszę świąt? Pisałam.

Jak mi się tu mieszka? Szczerze mówiąc nie do końca się zaaklimatyzowałam. Czegoś mi brakuje – sama nie wiem co. Może wiosną się zmieni? Z sąsiadami jeszcze nie zaczęłam rozmawiać, a właściciel mawiał, że mieszkają ciekawscy. Hm, mnie ten zaszczyt nie kopnął 😀 Owszem – dzień dobry, i uśmiech – to wszystko. A może mam w sobie coś, co każe stać na baczność? Na wsi odnoszono się do mnie z respektem, nawet dawni znajomi, he he… Nie bój się żaby. Ja z zewnątrz tak wyglądam, ale w środku szczere serce. Trzeba ze mną zjeść sporo soli… a potem wydać opinię. Koziorożec tak ma! A jego ostre spojrzenie na obcego – tym bardziej 😉

Chciałam wysłać kilka fotek, lecz – niestety – coś mi smartfon się zbuntował. Posiała mi się karta pamięci, eee… wsio do bani. Chyba muszę poszukać sterownika, ale jak go znaleźć w zgliszczu angielszczyzny? Co ja tu chrzanię… Kogo obchodzą moje zmartwienia?.

Dlaczego pustki na blogach? Blogger – wiadomo, robi co do niego należy. Może my się starzejemy…?

Idzie zima. Nie na długo…

Pozdrawiam:)

Wigilia…

dn. 23/24 grudnia 2018. Radom.

Nareszcie na swoim. Zdźwigałam chyba ze sto kilo w trzech etapach, bo ten, który podawał się za przyjaciela przestraszył się 60 km(samochód, 40 minut jazdy), twierdząc, iż za daleko. Pies go ganiał!

Wyjechałam bez słowa, ale chłopakom napisałam parę słów.

Jaka pierwsza noc? Ha, taka sama jak poprzednie. Tam się stresowałam, a tu? Niestety, lecz muszę zacząć się przyzwyczajać do innego życia. Co jest odmiennego? Nie muszę wstawać z łóżka w zimnie i szybko rozpalać pod blachą – wielki plus. Nie słyszę i nie widzę zapijaczonych synów, rozkrzyczanej do czerwoności siostry – o byle co. To ja dostawałam w plecy, nie chłopaki. Uważała, że jak jestem matką… Taa… Zapomniała już swoje błędy wychowawcze, rozpieszczając pijusów, karmiąc ich za friko…? Do roboty nie trzeba było im iść, bo i po co, skoro ciotunia nakarmi?

Młodszy kupił sobie auto, resztę oddał ciotce, ale część już wyskubał. Starszy wybulił już na 5 butli z gazem do piecyka, reszta? Można się domyślić. Ale jedzenia nie kupił, bo… Alka napchała mu pełną lodówkę. Na friko. Żeby chociaż oddał jej część długu, lecz – niestety… Głupota i paranoja!

Niebawem zmienię wystrój bloga, a teraz życzę spokojnych, ciepłych i udanych świąt!

Pozdrawiam 🙂

Jeszcze troszkę…

Witam.

Sprawy, odnośnie tego lokum mieszkalnego uległy zmianie. Wycofałam się z umowy, ale w zamian mam lepsze, bo dwa pokoje z ładnymi meblami, które oczywiście sprzedam, bo… nie lubię segmentów na całej ścianie. Mam tu vectrę, tylko tv., bo internet usuwam. Wolę mieć na kartę. Chata ma większy metraż (36), pokoje ustawne, jest ciepło… Na razie wynajem, ponieważ muszę czekać na finał z notariuszem (kasa). Właściciel poszedł mi na ugodę. Mieszka i pracuje za granicą. W ten piątek załatwiam spr. u notariusza, a w Wigilię się wynoszę. Najwyższa pora!

Siedzę w zimnie. Hrabiostwo popija i ani myśli naciąć mi drew, więc dopiero dzisiaj ma mi ktoś przywieźć na… koszt jednego z nich. Ma trochę kasy u ciotki. Ja kupiłam w styczniu tego roku, tak więc – za dobroć moją odwet 🙂

Do poczytania w moim nowym mieszkaniu. Pozdrawiam cieplutko 🙂

Nareszcie… prawie na swoim… i wolność :)

 

 

panorama

Za jedyne 120 tys. w Radomiu na 9 piętrze. Z meblami. Zaklepałam już.  Jutro jadę (5 gr.) i wpłacam zaliczkę w biurze nier. Szukałam z dwoma pokojami, ale… Jak było tanie i ładne, kasy nie było, a jak mam — wyboru nul. Nie mam co wybrzydzać, bo zbrzydła mi wiocha i ludzie tu. Jestem kłębkiem nerwów, niestety. 

Pozdrawiam.

 

 

Jeszcze mały kroczek i…

Hej!

Trwało sporo czasu, ale wreszcie umowę przedwstępną podpisałam. Ciężko się było z nimi dogadać. Musiałam ich pośpieszyć – strachem zerwania współpracy. Przyjechali prawie natychmiast. Teraz ponowne czekanie…

Szukam i szukam lokum. Wszędzie z piecykiem gazowym. A jak nie ma, to bez balkonu (moje marzenie) lub do remontu, albo bez windy. I nie chodzi mi o brak piecyka w jednym mieszkaniu, a w całym bloku. Chcę po prostu spokojnie spać. Piszą w necie, że w grudniu stanieją, ale ja nie chcę już czekać. Mam dość wiochy i moich chłopaków. 29 listopada mam wizytę w sądzie i myślę, że to będzie ostatnia sprawa emerytalna. Co do synków – szaleją. Wystarczy się domyślić 🙂

To tyle na razie. Odezwę się, jak tylko coś mi wyskoczy fajnego.

Pozdrawiam 🙂

Jest dobrze, będzie jeszcze lepiej :)

staredomyCześć Wam!

Pustki, nic się nie odzywa… Smutne to. Onetowskie blogi wypłynęły i nie ma wzmianki o nowych, na blogspocie muszę się logować, by coś skomentować. Same utrudnienia:(

Co u mnie nowego? Już się kluje dobra nowina. Niebawem pozbędę się kuli u nogi:D Jeszcze 2,3 tygodnie i… będę wreszcie wolna! Ale dylemat z zakupem mieszkania. Grójec i Kutno za drogo się ceni, Radom niski, że aż wydaje się podejrzane. Oczywiście badam oferty bardzo wnikliwie, nie ma lekko. Nie dam się omamić byle tanim kątem. Wynajem odpada, bo lubię być samowystarczalna.

Chłopaki przystopowali z piciem po tym, jak ich mocno opieprzyłam, a mają u mnie posłuch. Najpierw tłumaczyłam, udając psycholożkę. Czekałam… i nareszcie! Jestem cicha woda, słowa dotrzymuję, i oni o tym wiedzą. Strach ich ogarnął niemały, hi hi. Oby nie zapeszyć, tfuj, tfuj, tfuj…

Siostry mają się dobrze, ja – obecnie też. Wierzyłam w swoją szczęśliwą gwiazdę, ufałam swojej intuicji, i nie zawiodłam się. Mimo że starsza – jak to ona – panikowała – nie dałam się zastraszyć.

Tyle na razie. Reszta w odpowiednim czasie.

Pozdrawiam widzialnych i niewidzialnych.

?

nie-wazne-jaki-protest-twarze-zawsze_2017-10-16_21-58-59Dziś krótko. Byłam 7. i co mnie spotkało? Pusta sala! Powiastka z Kutna albo nie dotarła do sądu w Radomiu (ja dostałam), albo cholera wie, co się stało. Czekam na jakiś odzew.
Trzymam się dobrze. Jeszcze 🙂
Całuski.

ps. coś na dumanie :))

Uśmiechaj się

fantasy-3317960__340

“Dzień dzisiejszy nie troszczy się o wczorajsze porażki lub jutrzejszy żal. On tylko oferuje ten sam cenny dar — kolejne 24 godziny — z nadzieją, że użyjemy ich mądrze”
Jim Rohn

Korzystajmy więc to, co daje nam los z uśmiechem na ustach. Nawet ci, co chorują nie powinni się smucić. Każdy nowy dzień niesie coś nowego 🙂 Tylko pesymista myśli inaczej, ale to już jego problem.

Udręczone czekanie

Nie wiem co się dzieje? Czcionka rozłazi mi się na całą stronę.  Nie mogę dać wpisu. Mam tego przeklętego WPS writa! W tej chwili pobieram inny program…

Jak piszę bezpośrednio nie ma problemu, ale ja zawsze nanoszę wpis na edytora.

Już lepiej.

Nareszcie chłodniej, i popadało, off.
Wczoraj (10.08.) koło mego domu przejechał peleton pielgrzymkowy. No no, nastała nowa moda 🙂 Nawet fajnie, problem tylko jak oni dali sobie radę w te burze i ulewne deszcze? Współczuję im.
U mnie raz tak, raz nijak 😀 Czekam, ale czasami mam już dość tego wszystkiego. Stałam się nerwowa… w środku, bo na zewnątrz oaza spokoju we mnie.
Pozdrawiam 🙂

Nic mnie nie zrazi…

Witam serdecznie 🙂

Nie dawałam znaku życia ponieważ pracowałam na chlebek przy borówkach, ale deszcze przeszkodziły w dalszej pracy. Szkoda.

U mnie na razie nic do przodu. Nie tracę wiary w dobre fluidy, i Wam też polecam 🙂 Jakby co mam co do garnka włożyć i na niektóre opłaty też się znajduje. Życie jest za krótkie, by się martwić na zapas. Mój szalony optymizm nawet mnie samą przeraża 😀 Taka byłam, jestem, i będę. Czasami wpadam w krótkotrwałe — na szczęście — dołki, ale szybko z nich się wyślizguję.

Pozdrawiam.

Ps. Nie mogę zakotwiczyć komentarzy w blogspocie. Przepraszam…

Historia pękniętego dzbana

jug-1035396_960_720

Pewna stara chińska kobieta miała dwa wielkie dzbany na wodę i nosiła je na drążkach powieszonych na ramionach. Jeden z dzbanów miał pęknięcie, natomiast drugi był bez wady i zawsze utrzymał pełną ilość wody. Po długiej drodze od rzeki do domu jeden z dzbanów był zawsze do połowy pusty. Trwało to dwa lata a stara kobieta przynosiła do domu tylko jeden dzban pełen wody.

— Bardzo się wstydzę za swoją usterkę, ponieważ jestem mało przydatny.

Stara kobieta tylko się uśmiechnęła.

– Nie zauważyłeś, że na twojej stronie drogi kwitną kwiaty a na drugiej stronie nie? Zasiałam na twojej stronie nasionka, ponieważ wiedziałam o twoim pęknięciu i w ten sposób za każdym razem, gdy wracamy do domu, podlewałeś je. Przez całe dwa lata mogłam zrywać te piękne kwiaty i przyozdabiać nimi stół. Gdybyś nie był takim, jaki jesteś to piękno by nie istniało i nie zdobiło naszego domu.

Każdy z nas ma swoje wady i słabości, ale to właśnie one czynią nasze życie interesującym i wartościowym.

Powinniśmy każdego człowieka przyjmować takim, jakim jest i akceptować go w pełnej jego istocie, z jego „wadami” i „zaletami”. To są tylko nasze interpretacje, więc zamiast oceniać i potępiać nauczmy się kochać i akceptować… przyjmować wszystko takie, jakie jest.

http://dobrewiadomosci.net.pl

 

 

Ochłodzenie

Nareszcie pada! Taka była susza, że aż strach. No, u mnie kropi, ale intensywnie. Wystarczająco jak dla mnie.

W tym roku posiałam jedynie marchew, rzodkiewkę, pietruszkę i pora; z kwiatów — maciejkę i czarnuszkę. Po rzodkiewce nie ma już śladu, więc na puste miejsce posieję sałatę, koperek… Szczerze? Nie miałam ochoty na nic, ale głupi robotę zawsze znajdzie 😀

W domu bez zmian (chłopaki), Alka nadal skłócona z Gośką, teraz doliczyła mnie. No cóż, jestem wytrzymała na ataki, ale teraz przeszła samą siebie. Ma to, co ma. Ona ma to od siebie, że lubi się wymądrzać nie na swój temat. Gośka też, jednak ona… No cóż, dobrze jest gdzie nas nie ma.

Sprawa działki… Czekam cierpliwie na lepsze wiatry.

Pozdrawiam 🙂

Propaganda i wstyd

Przez takie „solenie” w oczy Interii czy wirtualnej odechciewa się wchodzić i czytać. Dlaczego tak? Ich reklama, żeby było jak najwięcej wejść nie jest na miejscu. Mamią i kłamią na każdym kroku, jak zwykłe brukowce. Co jeszcze mnie wkurza? Nasz rząd za bardzo się przechwala historią i słupkami procentowymi ile to oni nie zarobili…Ileż wejść było do TVP, itp.  Kurski też nie jest na miejscu. Niechaj się zajmie porządnymi programami, a nie powtórkami co kawałek. Mdli już od tego! Czytając Kukiza przyznaję mu rację.

Absolutnie chwalę tylko rządzących za trafne wyłapywanie złodziei, bo w ten sposób Polska ma więcej pieniążków, ale żeby się tym chwalić co wieczór? To już przesada.

Opozycja robi z siebie idiotów, strajkujących rodziców dzieci niepełnosprawnych potępiam. Owszem, niech dadzą im te 500 w gotówce pod jednym warunkiem: zabrać darmowe leczenie. Niech zobaczą jak fajnie jest pożyć za więcej bez innej możliwości. Na dodatek zaprosili Wałęsę! To już szczyt chamstwa! Matkom zależy (chyba) na zakup nowych bucików, a nie na rehabilitację swoich dzieci. Bo jeśli chce się dobra dziecka (darmowe leczenie), nie będzie się wściekać o parę groszy, do diaska! One robią z siebie pośmiewisko na cały świat. Za Po i P-SL kłopot trwał 7 dni. Nie dali i basta! A tu jest pies pogrzebany: mącić, siać propagandę i niszczyć rządzących. Dlaczego wtedy nie przesiadywali w sejmie dłużej niż tydzień? Odpowiedź jest prosta: obiecali, a nie wykonali. W dodatku zabierali renty. Świra dostać można, że w obecnych czasach nie do nich nie dotarło. Nic a nic! Głupich nie trzeba siać, sami się rodzą 🙂

Pozdrawiam 🙂

 

 

Na zdrowie :)

sosna

To już po fakcie, bo mam je już w małych słoiczkach. Oprócz tego narobiłam miodu z mlecza. Pychota! Obecnie mam na parapecie następną porcję (tylko szyszki) na nalewkę. Muszą postać do 12 czerwca, by potem zalać je spirytusem (sam syrop). Ażeby nie zmarnować do reszty szyszek zaleję je czystą wódką. Nalewka przysłuży jako lek na przeziębienia. Syrop zaś raczej na suchy kaszel.

Niebawem wrzucę fotki moich robótek. 

Pozdrawiam ciepło, bo chłodno się zrobiło 🙂

Wszystkiego po trochu

🙂
Lejdi urodziła trzy łatki czarno białe, Agata niebawem powita swoje potomstwo :)) I tak, rodzina się powiększyła, hehehe, ale jeść trzeba dać.

Pogoda nas rozpieszcza, życie (moje) niekoniecznie. Kupiec nalega, ale nie dam się złapać za marne grosze. Poczekam.

Niedawno zmarli moi dwaj siostrzeńcy, ze strony ojca, a tak ściśle jego siostry rodzonej. Trochę śmieszne, że oni mieli przeszło osiemdziesiąt lat, a ja tylko 61. No cóż, jestem najmłodsza w rodzinie… i tak to wygląda. Jestem ciotką :)) Ze strony siostry ojca (drugiej) żyją jeszcze dwaj: jeden pod 90, drugi prawie dogania. Z tym tylko, że ten pierwszy od 2 lat przebywa w domu seniora. Nie ma kto się nim opiekować, córka w USA, ale i ona ma to gdzieś. Tatuś był dobry jak dawał kasę…

I po co mieć dzieci, żeby na stare lata olewać rodziców? Po co ten wysiłek, ta miłość i oddanie? Ale… wina tych, którzy swoją nadopiekuńczością krzywdzą potomstwo, a potem pretensje: dlaczego on czy ona już mnie nie kocha? Co ja takiego zrobiłam? Dwoiłam się, troiłam, kasę wywalałam, żeby tylko miało lżej w życiu, więc dlaczego?! Puste pytania, ale odpowiedź jest jedna: głupota i naiwność!

Zbrzydło mi „robótkowanie”. Kończę ostatnią partię z resztek włóczki na kamizelkę dla siostry. Tęsknię za pisaniem. Czytanie książek też rzuciłam, ech… Marzę, cały czas marzę o wolności. Coś mi mówi, że niebawem „wyfrunę” do swojego gniazdka :))
Pozdrawiam serdecznie 🙂

Nie mam parcia na pisanie :(

Witam 🙂

       Ech, co by tu napisać… Nie chce mi się w ogóle gadać. Moją odskocznią na stres były, i są druty. Wydziergałam dla siostry sweter, dla siebie aż dwa. Obecnie robię następny. Mam też dwie czapki, komin, rękawiczki. Niebawem rzucę fotki 🙂
    21.04. Alka i jej mąż mieli poważny wypadek. Jechali trasą szybkiego ruchu w stronę Warszawy. Zaraz za Grójcem puknął w nich pijak, nie mający prawka od dwóch lat. Był pod dobrą datą – 3,5 promila we krwi. Auto (przód) w naprawie. Dobrze, że były poduszki i to ich uratowało, ale uderzenie było silne tak, że jedna od strony siostry, pękła. Szczęściem w nieszczęściu obyło się bez poważnych obrażeń. Policja powiedziała, że gdyby wpadli od razu na drzewo byłoby po nich, a tak skończyli w rowie i… potem na drzewie.
    Walczę o dobrą cenę. Mam dwóch chętnych na działkę.
    Co do wysokości emerytury… wszystko się kićka. Już miał być koniec, ale przeciwnik zażyczył sobie zaświadczenia sąsiadów, że nic tam nie uprawiam. Paranoja! Nie mam nic do ukrycia, niech martwią się inni. Tak czy siak liczę na pozytywny finał, bo jakby nie było mam do tyłu 10 tysięcy.
           Tyle na razie. Pa.
Pozdrawiam 🙂

Wkurza mnie…

ludzka zawiść oraz hejt na Wawrzeckim (rzekomo przez niego Kotulanka stała się alkoholiczką) ale ja w to nie wierzę! Alkoholizm jest chorobą i nie powstaje z dnia na dzień, lecz rozwija się cicho i stopniowo. Widocznie aktorka musiała pić już wcześniej, co być może nie spodobało się aktorowi. Coś jest na rzeczy. Sami przyznacie, że do miłości zmusić nie można. Moim zdaniem p. Paweł miał dość jej zazdrości lub potajemnego popijania i postanowił się od niej uwolnić. Jedynym wyjściem był wyjazd do Stanów, a tam zaznał – wreszcie – błogiego spokoju.

Wiele wycierpiał. Ale nikt nie wspomina o jego pierwszej żonie i córce. Dlaczego? Gdzie ludzie mają serca? O ile je mają… Tak postępują kobiety skrzywdzone przez własnych partnerów, a potem „huzia na Józia”, no bo winę ponosi chłop. Ale czy na pewno? Czy tylko mężczyzna jest winny? Wina leży po obu stronach.

Pozdrawiam serdecznie 🙂

No, w końcu dotarłam…

wrobleWitam serdecznie 🙂
Dość długo zwlekałam z pisaniem, prawda? No cóż, nie zawsze ma się natchnienie… Po moich urodzinach załapałam deprechę na maksa. Tak już mam: przed nimi miesiąc, i po nich też miesiąc. Niby jest lepiej, ale… Ale nie będę się rozpisywać w tym temacie. Wybaczcie. O rodzince mojej też pomilczę, zwłaszcza o synalkach.

Nie jest tak źle, jak diabły malują :D. Jestem twarda sztuka, co oczywiście odbija mi się w nocnych koszmarach. Jakoś trzeba odreagować, nie?

Więcej napiszę innym razem. Nie chcę zapeszać.
Pozdrawiam wszystkich i każdego z osobna.

 

Raz się żyje!

4b3de-christmas-1908818_1280Dziś rano, w komórce, otrzymałam cytat dnia:

Nie chcę być całe życie inwalidką i żyć tylko po to, by nie umrzeć”

Willam Wharton

Trafione, zatopione! Cała prawda o mnie 🙂 Nie żyję po to, by nie umrzeć, ale po to, by cieszyć się tu i teraz. Wzięłam życie na kredyt, a co nastąpi? Łee, nie dbam już o te sprawy. Grunt, że nie przymieram głodem i mam na swoje małe zachcianki. Żal, że wcześniej o tym nie pomyślałam. Nie! Myślałam, lecz bałam się zaryzykować.

Zaczęłam ostro działać. Co potem? Sie okaże 😀

Pozdrawiam optymistów.

?

Co ja się mam! Po raz drugi przysyłają mi monit z plusa za rzekome niezapłacenie. Pytam się: jakie długi? Przecież nie mam z nimi styczności? Nie jestem w polkomotelu, nie mam karty w tej sieci… Kuźwa, znowu czeka mnie pisanie do rzecznika praw obywatelskich. Przedtem było z orange… Czy oni powariowali?!

Ale wiem, jak to się robi, by zrobić kogoś w konia. Od czego jest korespondencja seryjna? Nazwiska z imionami się powtarzają, wystarczy kliknąć a to szmatostwo leci… jak poleci. Nie ważne czy do winnego, czy nie. Nie jestem winna, ale zdrowia to mi napsuli, że hej!

Sprawdzajcie swoje u wujka gugla… Będziecie wiedzieć ilu macie „sobotwórów” :)) Ja bez liku. Zmieniam w USC swoje nazwisko na bardziej unikatowe :)) A co mi tam!

Sylwestra spędziłam – jak zawsze – na białej sali. Odkąd nie żyje brat, nic mnie nie cieszy. Rodzinka też nie bardzo.

Niebawem moje święto, hm… po kiego diabła się chwalę? A jest czym…? Uleczka wiedziała zawsze… Pokój Jej duszy.

Pozdrawiam cieplutko 🙂

Kocie podchody :))

Witam po świętach 🙂

A oto jak wyglądały moje, ale wpierw zaznaczę, że byłam sama. Nawet nie macie pojęcia jak się wyśmienicie czułam! Zero krzyków, zero krzywych wspomnień. Cud malina!

Odpoczynek z moją ulubienicą :))
Dość często się w ten sposób relaksujemy. Ja, bo muszę, Agatka – chce. Koty mają ten dar, że wysuwają coś złego u swojej pani-pana. Ona jest taka cudowna. Jeszcze nigdy przedtem nie miałam takiego przytulasa. Ma wspaniałą sierść – długość 2 cm. Gęsta i miła w dotyku jak królicza wełna. Dziwi mnie, bo Lejdi poprzednio nie miała podobnego dziecka. Nasuwa się pytanie: jakim cudem pojawiło się tak piękne kocie?
Wiem wiem, nie wszyscy lubią koty. Ja je uwielbiam. Psy też są fajne, ale nie mają w sobie tego daru co koty. Niektórzy twierdzą, że są wredne… Ten, który tak uważa sam nim jest. Pies to pies- stróż domowego ogniska, kot – przytulanka. Chodzi własnymi ścieżkami, pies zaś po tresurze pana. Choć nie zawsze, ale cierpliwie znosi zasady i reguły. Moją pupilkę nauczyłam posłuszeństwa. Nie skacze na stół, nie ściąga firanek ani nie wejdzie
bez pozwolenia na łóżko czy krzesło. Rozumie co jej wolno, a czego nie. Kiedy otwieram drzwi, czeka na moje skinięcie głową.
Wchodzi do łazienki (jest tam kuweta). Drzwi są uchylone, więc się wśliźnie:))
Za dużo napisałam? O, o niej mogłabym pisać bez końca.
Pozdrawia miłośników kotów.
Pozdrawiam też moich czytelników.

2017-12-16_09-38-44-796-307x409

futerkoagaty-270x360

Koszmarny sen

Trup.

To był trup faceta.  Dokładnie zaklejała taśmą samoprzylepną czarny worek. Czegoś lub kogoś się bała, ale nie tego.Poprosiła o pomoc znajomą (?) Kiedy już wrzucono go do pojemnika na śmieci kosz się wywrócił i wypadł nie tylko ten facet, ale i dziecko…a raczej było widać główkę niemowlaka. Gdy to ujrzała — obudziła się zlana potem. Zegar wskazywał 20 minut po północy.

— Co za koszmar! — jęknęła głośno. — Czemu przestraszyłam się dziecka? Co ten sen chciał mi powiedzieć?